Teksty

O pożytkach i powinnościach właściciela, rządcy i pielęgniarza zabytku

 

Cóż to takiego „zabytek”, jaka jest jego istota? Czy i jaki ma sens sztuka uprawiania opieki nad zabytkami?

Nim odpowiemy na te pytania musimy wkroczyć na teren rozważań o egzystencjalnej wadze. Będziemy musieli pytać o naszą tożsamość i – co za tym idzie – o sens ludzkiego życia.

***

Tym, co czyni przedmiot zabytkiem nie jest ani on sam, ani nawet (jak wielu było by skłonnych pobieżnie zastanowiwszy się sądzić) jego wiek.

Gdyby to te elementy czyniły z przedmiotu zabytek, to najcenniejszymi zabytkami świata byłyby proste kamienie polne – wszak każdy z nich liczy co najmniej parę milionów lat. Nie uważamy go jednak za zabytek. Taki sam jednak kamień – jeśli znajdziemy na nim ślad muszli – bardziej jesteśmy skłonni postrzegać jako wyjątkowy obiekt historyczny.

Dlaczego?

Bo oto dostrzegamy w tym kamieniu świadectwo chwili, ślad indywidualnego życia. Oto ja – konkretna osoba, która ma swoje imię własne, ma swoją pamięć i swoje wspomnienia, gdzieś urodzonej – dotykam palcem przedmiotu naznaczonego piętnem istoty, która tu była tysiące lat temu. Istoty też konkretnej, której życie też kiedyś się zaczęło i kiedyś skończyło, istoty obdarzonej własną tożsamością, wyróżnionej z otoczenia, posiadającej swój niepowtarzalny kształt, niepowtarzalną historię – tego oto ślimaka.

Doznaję iluminacji – już wiem, że nie jestem przypadkową drobiną zawieszoną w czasoprzestrzeni, ale uczestnikiem „continuum istnienia”, mam swoje miejsce w historii gatunków.

To oczywiście tylko przykład modelowy, ale ujmujący istotę rzeczy.

Oczywiście właściwą domeną badaczy i pielęgniarzy prawdziwych zabytków nie jest spuścizna przedwiecznych ślimaków, ale ludzi.

Obcując z zabytkiem, wytworem ludzkich rąk i myśli, stajemy się świadomi uczestniczenia w dziejach, wiemy jakich mieliśmy (w sensie dziedzictwa kulturowego ) przodków, lepiej rozpoznajemy nasze miejsce (jako aktorów, a może tylko statystów) w teatrze życia.

To właśnie dzięki takiemu (między innymi) rozpoznaniu kształtuje się nasza osobista, indywidualna tożsamość, czyli nasze poczucie własnej odrębności.

Wszak samo to, że ja – sześćdziesięcioletni mężczyzna – wyglądam tak jak wyglądam, nie czyni mnie osobą świadomą swej tożsamości. Tę świadomość daje mi pamięć, wspomnienia, osobisty związek z konkretną przestrzenią i ze zdarzeniami minionymi. Na moją tożsamość składa się pamięć doznań własnego życia, pamięć o najbliższych osobach, pamięć rodzinnego domu, grupy społecznej, państwa, narodu – słowem historia (w kategoriach przyczynowo – skutkowych i emocjonalnych) mi najbliższa. Z tej pamięci czerpię swoje poczucie wartości, godności, łagodnej pewności siebie. Ta pamięć bywa zawodna, ułomna, skromna, niepełna. Ale ta pamięć to moja – nasza – zbroja, którą tym trudniej przebić, im pełniejsza, im lepiej rozpoznana.

I oto waśnie jednym z najważniejszych budulców tej pamięci, fundamentu naszej tożsamości, jest zabytek – szansa na iluminację, oświecenie ukazujące nam nasze uczestnictwo w historii, kulturze, otwierające przed nami drogę przyjaźni, czasem sporu z tymi, którzy dawno odeszli. Dzięki tej iluminacji nasza zbroja staje się bardziej odporna, a my mniej skorzy do zaczepnej wojny.

Chwała zabytkom!

Ale zabytek to też i powinność.

Przede wszystkim musimy pamiętać, że pierwszą jego wartością, o którą musimy dbać bardziej niż o samą substancję jest historia. Ta historia zabytkowego obiektu musi być pielęgnowana w możliwie najpełniejszej formie. Zabytki też mają swoją tożsamość, o której nie stanowią tylko kształt i surowiec. Ciężar gatunkowy zabytkowego obiektu tym jest większy, im lepiej znamy jego przeszłość i im pełniej w tej przeszłości jest osadzony (np. eksponowany). Obiekt w sposób skrajny pozbawiony przeszłości nie różni się od swojej kopii.

Po drugie: zabytek bardzo dobrze się czuje, jeśli ma swojego właściciela zwłaszcza, jeśli jest to historyczny właściciel. Jednak zabytek – jako uczestnik „teatru dziejów” w którym występowało wielu aktorów – nie znosi własności absolutnej. Tę konstatację czynię nie tylko, ani nawet przede wszystkim, kierując się pobudkami społecznymi. Uczestnicząc w owym teatrze zabytek sprawił, że nikt nie ma prawa go z tego teatru wyrwać pozbawiając istnienia, albo przeszłości. W pewnym sensie te jego atrybuty (ale tylko one) – istnienie i historia – stały się własnością publiczną.

I tak właśnie zabytek domaga się od swego właściciela, by stał się jego pasterzem.

***

Tworząc Pensjonat Muzealny starałem się oddać jego gościom jak najwięcej z jego historii, ułatwić i uczynić możliwie najpełniejszym „przeniesienie” w dawny czas, w życie zwykłej dawnej polskiej inteligenckiej rodziny, jednej z tych licznych rodzin, które przeprowadziły Polskę od czasów pierwszej, poprzez drugą aż po trzecią Rzeczpospolitą. Niestety często nie tylko nie pamiętamy o nich, ale często w ogóle nie wiemy o ich istnieniu – a to tak, jakbyśmy nie znali samych siebie.

By tej zasadzie służyć starałem się jak najwięcej przedmiotów oryginalnych pozostawić do dyspozycji mieszkańców. Tu rzeczy nie służą oglądaniu, ale używaniu zgodnym z przeznaczeniem, jakie nadano im pierwotnie, kiedy powstawały.

Niech dla mieszkańców Ornaku przebywanie w nim stanie się okazją do „iluminacji”. Niech dzięki temu ich zbroja stanie się twardsza i bardziej szlachetna.

Tak rozumiane poczucie sensu przyświecało mi kiedy decydowałem się na podjęcie odpowiedzialności za los Ornaku.

Tadeusz Klimczak, czerwiec 2010 roku.

post scriptum

Proszę, by kierując się pozornymi analogiami, nie afiliować błędnie i bezkrytycznie autora do grup politycznych, a zwłaszcza tej jednej, która wyniósłszy na sztandary słowa „dziedzictwo”, „tożsamość” i „ojczyzna” zbrukała je nienawiścią, kłamstwem i brzydotą.